Muzeum Śremskie ul.A.Mickiewicza 89   63-100 Śrem tel/fax: (0-61) 28-359-38   e-mail:muzeum@srem.pl

       

 

     
 

 

   

 

KNAJPY  I  KNAJPKI

 Oj, było ich wówczas w Śremie było. W samym tylko Rynku można wyliczyć osiem lokali gastronomicznych. W domu narożnym wchodziło się do Raska od ul. Farnej. Jego specjalnością były flaki po warszawsku w tygielkach. Później przeniósł się na ul. Poznańską, gdzie obecnie jest kino. Kolejny lokal w budynku dentysty Nowakowskiego prowadził Gliński. Restauracja hotelowa należała do Marjana Kaweckiego. W trzypiętrowej, czerwonej kamienicy Jana Barełkowskiego znajdował się lokal „Pod złotą kulą”, umieszczoną nad wejściem, a nieco dalej- na narożniku- Walachowski zapraszał na smaczną golonkę z chrzanem i świetnie kiszoną kapustą. Prawie naprzeciw w domu pod papą znajdowała się knajpka odwiedzana- jak wówczas mówiono przez niezbyt wytworne towarzystwo. W domach własnych w Rynku po stronie w kierunku fary były jeszcze dwie restauracje: Ilskiego- później Gawroniak- dalej Śramskiego, gdzie obecnie jest kawiarnia. Ten lokal nazywaliśmy żartobliwie „Pod Welterem”. A oto geneza tej nazwy. Siostra naszego kolegi Adama Śramskiego, wyszła za mąż za prof. Gimnazjum Józefa Weltera, który po ślubie zamieszkał dokładnie nad restauracją. Poza Rynkiem staniały lokale: w Starej Strzelnicy, Muchy przy ul. Szkolnej, a Adamskiego przy ul. Przemysława. W „Bazarze”- naprzeciw obecnej stacji CPN, restaurację wydzierżawił Gawroniak.

Na Starym Mieście niedaleko od mostu popularny był Antkowiak, naprzeciw zaś Popiałkiewicz- specjalność śledzie marynowane i opiekane w occie. Te druga listę zamykają restauracje: dworzec PKP, Nowa strzelnica i kasyno. Naprzeciwko kasyna Marian Worsztynowicz otworzył bezalkoholowy bar z tańcami przy płytach. Również znany był mały lokal Maksymiliana Kwiasa mieszczący się przy moście na starym mieście, a reklamowany powiedzeniem: „na Śledzia Matiasa- do Ma-Kwiasa”.

Wydawałoby się, że przy tak ułatwionym dostępie do napojów alkoholowych, co kawałek powinien leżeć na ulicy jakiś pijak. Nic podobnego. Nie przypominam sobie również jakiejś awantury pijackiej. W tych lokalach przeważnie w dzień świeciły pustki. Czasem wszedł ktoś po papierosy, ktoś na piwo, wypił i wychodził. Jedynie w dni targowe około południa ożywiały się trochę lokale. Kto pracował nie miał w dzień czasu, a kto nie pracował, nie miał pieniędzy. Dopiero wieczorem zbierało się trochę gości, przeważnie bywalców lokalu, jednak nie na wódkę; ale aby pograć w karty. Nie zapominajmy, że o telewizji wówczas nawet się nie słyszało, a i radio stanowiło rzadkość. Oczywiście przy kartach zamawiało się kolejkę, ale daleko było do pijaństwa. Ówczesne zakąski to śledzie w różnej postaci, kiełbasa na gorąco, parówki itp. Obiady w zasadzie wydawała tylko restauracja hotelowa.

Kawiarnia istniała tylko jedna- Sałacińskiej, pod nazwą: „Grand Cafe”. Mieściła się naprzeciwko gimnazjum. Tez przeważnie pusta. Na kawę chodziło się wówczas tylko z jakiejś okazji. Jedynie w niedzielę po mszy widziało się przed kawiarnią kilka powozów z pobliskich majątków. Istniał jeszcze mały lokalik obok restauracji Śramskiego, ale tam rzadko podawano kawę. Była to raczej sprzedaż ciastek. Najpierw prowadził go Domagalski, później Bujarkowa. Nie powiodły się dwukrotne próby uruchomienie kawiarni w kamienicy Heinów przy moście. Najpierw otworzył „Polonję” Bujarek, ale nie miała powodzenia i po kilku miesiącach musiał zrezygnować. Po jakimś czasie spróbował to samo przybyły do Śremu nijaki Szczęsnowski. Ale nawet codzienny koncert nie potrafił zwabić klientów, chociaż w Śremie istniała Szkoła podchorążych. Lokal z wyrandą na Wartę powinien przyciągać amatorów kawy. Ale prawdę mówiąc nie było ich wówczas wielu. A najważniejsze, że pieniądz był trudny.