Muzeum Śremskie ul.A.Mickiewicza 89   63-100 Śrem tel/fax: (0-61) 28-359-38   e-mail:muzeum@srem.pl

       

 

     
 

 

   

 

KOLONIALKI

Zapewne mało kto dzisiaj jeszcze pamięta, że kolonialkami nazywaliśmy sklepy spożywcze, które w branży kupieckiej występowały najliczniej. Na 7 tys. mieszkańców Śremu w 1931 r. istniały 34 sklepy (składy) ogólnospożywcze, przy 16 mięsnych i piekarniczych. Każdy dom zaopatrywał się w artykuły żywnościowe zasadnicze w jednym, stałym punkcie. Pozwalało to kupcom odpowiednio regulować zaopatrzenie. Z dostawami nie mieli żadnego kłopotu. Realizowała je hurtownia Stefana Pawlickiego przy ul. Poznańskiej.

Najlepsze obroty robiły sklepy w Rynku z uwagi na odbywające się targi
i napływ w tych dniach ludności wiejskiej. Decydował jednak sam punkt, bowiem położenie np. „Zgody” nie było zbyt fortunne. W tym kierunku szło się jedynie do kościoła albo do szpitala, zwykle w godzinach, gdy sklep był zamknięty. W doskonałym punkcie znajdował się np. sklep Ilskiego- w pobliżu wylotu ul. Kościuszki, toteż w dni targowe było tam tłoczno. Duży ruch mieli także: Berełkowski w domu „pod złotą kulą” oraz naprzeciwko Gibowski.
Za mostem w domu Komedzińskich wiele inicjatywy dla przyciągania klientów przejawiał kupiec młodej generacji Maksymilian Kwias; Firma „Ma-Kwias”, dowcipnie reklamowała się: „Po śledzie matiasa- do Ma-Kwiasa”. Dobrze zaopatrzony sklep znajdował się również naprzeciw „Kasy Chorych”, prowadzony przez Matuszewską. Powszechnie znana była piwnica w kamienicy Nowaka w Rynku, gdzie popularna Antosia Małecka sprzedawała warzywa, nabiał i drób. Im dalej od śródmieścia tym uboższe były sklepy, przeważnie małe sklepiki. Sprzedawały podstawowe artykuły, jak cukier, sól, mydło, śledzie, powidła itp.

                

Do znanych i popularnych kolonialek należały też sklepy Wł. Świetlika prze dawnej ul. Mostowej (obecnie Walki Młodych; budynek już rozebrany).Przy ul. Kościuszki były jeszcze dwa dobrze prosperujące sklepy Czesława Gałeckiego (z restauracją na zapleczu) oraz mały, ale chętnie odwiedzany przez klientów sklep Tomasza Frąckowiaka. Tu nabyć można było wszystko, również mleko i różne produkty mleczarskie. Na życzenie mleko nawet bezpłatnie gotowano!

Nie można nie wspomnieć też o sklepie kolonialnym przy dawnej ulicy Przemysława, którego właścicielem był Wł. Kieć. Tu zaopatrywała się ludność mniej zamożna, której z dużym zrozumieniem udzielano kredytu. Sklep był dobrze zaopatrzony. Sprzedawano naftę, tanie śledzie z zupą śledziową- „śledziówką”. Dzieci chętnie kupowały tu tanie cukierki- popularne „dropsy”
i „cygarki” za 1 grosz. Zwykle właściciel dawał tych cukierków więcej, niż przypadało ich za niewielką sumę, którą dysponował biedny chłopak.

Z całej sieci placówek handlu spożywczego wybitnie wyróżniał się sklep delikatesowy Stanisława Wańskiego z ul. Kościuszki. W obszernym lokalu
z dwoma oknami wystawowymi można było zaspokoić najbardziej luksusowe zachcianki. Znajdowały się tam wszelkiego rodzaju słodycze, kawa, kakao, różne wina, likiery, wódki gatunkowe, pomarańcze, banany, rodzynki, liczne gatunki serów, łosoś itp. Przed Gwiazdką na drążkach przed sklepem po obu stronach wejścia zwisały zające i bażanty z długimi, barwnymi ogonami. Kto tam kupował? Głównymi klientami były dwory ziemiańskie, z których często widywano powozy przed sklepem. Sklep Wańskiego wyznawał zasadę: „Kredyt umarł”, co znaczyło, że rachunki płaci się tylko w gotówce w sklepowej kasie. Inni właściciele skłonni byli sprzedawać towary „na borg” tj. zapisywali co i za ile klient kupuje. Rozliczenie następowało w końcu tygodnia lub miesiąca. Tę formę jednak stosowano tylko wobec godnych zaufania bywalców sklepu. Walczono o klienta, o czym świadczą bardzo liczne anonse reklamowe
w śremskiej prasie.