Muzeum Śremskie ul.A.Mickiewicza 89   63-100 Śrem tel/fax: (0-61) 28-359-38   e-mail:muzeum@srem.pl

       

 

     
 

 

   

 

O śremskich Żydach

 ( przedruk artykułu z Głosu Śremskiego Nr 4 z 1986 autorstwa Marcelego Szczęsnego ukazującego się w cyklu Sentymenty )

Poważną ilość mieszkańców Śremu stanowiły w pewnych okresach osoby pochodzenia żydowskiego. Świadczył o tym duży cmentarz ( kirkut ) usytuowany przy II moście po obu stronach szosy poznańskiej.

     

 Część tego cmentarza z lewej strony szosy, usytuowana na niewielkim wzgórzu, była gęsto porośnięta różnego gatunku drzewami oraz krzewami, głównie bzem. Stale zamknięte wejście sprawiało, że ptaszęce wirtuozy, słowiki, szczególnie upodobały sobie to zaciszne miejsce. Dzisiaj już niewielu śremiaków pamięta, gdzie znajdował się ten cmentarz. Hitlerowscy zbrodniarze, nie tylko że postanowili zniszczyć cały naród żydowski, ale i ślady po nim zatrzeć. W okresie okupacji zarządzili zniwelowanie całego wzniesienia cmentarnego i usunięcia wszystkich grobów. Przepiękny zabytek przyrody, słowiczy zakątek, zniknął także całkowicie z panoramy miasta. Istniała również bóżnica, którą okupanci zamienili na magazyn materiałów budowlanych, a po wyzwoleniu mieścił się tam skład mebli. Podczas budowy trasy mostowej bóżnicę rozebrano, stała bowiem pośrodku nowej drogi. Ten dom modlitwy znajdował się przy ulicy obecnie S. Matuszewskiego ( zaraz po odzyskaniu niepodległości zwanej Żydowską, później Przemysłową).

 

         Z istniejących dokumentów miejskich wynika, że stan ludności żydowskiej ulegał stałym wahaniom. W roku 1816 mieszkało w Śremie 441 Izraelitów. Najwyższy stan zanotowano w 1849r., bo aż 1166 osób, czyli 30 %  ogółu ludności. Od momentu zjednoczenia Niemiec ilość Żydów z 1127 osób w 1871r. zaczęła gwałtownie maleć i tak doszła do 318 w roku 1910 ( 4,5% ogółu).

         Głównym zajęciem tej części ludności był handel i rzemiosło. Ciekawostką są dane z 1793 roku kiedy to na 129 śremskich krawców aż 127 było pochodzenia żydowskiego. To prawie mała fabryczka i na pewno szyli w niej ubiory nie tylko na zamówienie, ale głównie na handel. Według opowiadań moich rodziców, pod koniec I wojny światowej najbogatsze sklepy w śródmieściu, głównie w Rynku, znajdowały się w rękach żydowskich. Wymieniane z tego okresu nazwiska to: Abraham, Braun, Friedeberg, Friedmann, Landmann, Peisert. Sam pamiętam jeszcze czapki Bieberfelda i bławatnika Jaffego – obydwaj w Rynku po stronie , gdzie dziś kawiarnia. O Bieberfeldzie opowiadano, że co dzień wkładał na głowę inną czapkę. Pamiętam też kupioną u niego moją czapkę – była żółta w kratę i tylko dwie takie pokazały się w Śremie.

         Po I wojnie większość Żydów optowała za Niemcami i wyjechała z Polski. W okresie międzywojennym żyły w Śremie cztery rodziny Landmannów ( jedna wkrótce gdzieś się wyprowadziła), Friedmann z rodziną  i jego brat, stary kawaler Sachs, z dwiema siostrami oraz samotna Tina, znana tylko pod tym imieniem. Najbogatszy był Karol Landmann przy ul. Szkolnej. Handlował bydłem i często w niedzielę stały przed jego domem powozy okolicznych dziedziców, z którymi robił interesy. Jego brat, zwany Wołkiem, prowadził sprzedaż mięsa nie wieprzowego przy ulicy – obecnie – Dąbrowskiego, na wprost ul. Szewskiej. Friedmannowie handlowali końmi, a Sachs skupował skórki. Najpopularniejsza była jednak Tina, która mieszkała tuż za narożnikiem dzisiejszych ulic Matuszewskiego i Chudoby w małym budynku – obecnie sklep warzywny. Niesforna dzieciarnia często stukała do jej okien, ażeby mieć uciechę, gdyż trochę upośledzona umysłowo stara kobieta wybiegała z domu i głośnym krzykiem wypędzała złośliwców. Nadszedł wrzesień 1939 r. Hitlerowcy wkroczyli do Śremu i wkrótce oczyścili, jak mówili, miasto z „żydowskiej zarazy”. Opowiadał mi naoczny świadek” Ostatni raz widziałem starego Lendmanna ( Wołka) zmasakrowanego, z rozciętym karkiem i potłuczoną głową, nie miał siły wejść na ciężarówkę. Jego żona nakrywała sobą  dzieci bite kolbami i kopniakami przez żandarmów”. Po wojnie zjawił się w mundurze Wojska Polskiego młody Landmann z rodziny mieszkającej blisko bóżnicy. Ocalał dzięki udanej ucieczce do Związku Radzieckiego. Pokazała się też wnuczka Landmanna z ul. Szkolnej, która uratowała swe życie jako córka Polaka. Podobno sprzedali nieruchomości żydowskie i wyjechali.

         I tak po pokaźnej grupie ludności, która przez kilka wieków z pewnością przyczyniła się do rozwoju miasta, nie pozostał żaden ślad. Zniknął cmentarz, rozebrano bóżnicę, nie istnieje nazwa ulicy. Niech pozostanie chociaż tych kilka wspomnień.

                                                                  Marceli Szczęsny